>> czwartek, 15 stycznia 2009 16:22:20
Eh..
komentarze [0]

Koniec? >> czwartek, 28 sierpnia 2008 21:42:22
No cóż... zdaję mi się, że brak weny... choć nie jest to jedyny powód przez który brak nowego rozdziału... nie mam ani czasu, ani ochoty prowadzić tego bloga... nie usuwam go jednak, bo może się to zmieni... prawdopodobnie te kłopoty z mylogiem także przyczyniły się do tego, że nie chce mi się już tutaj wchodzić i pisać kolejne rozdziały.
Pozdrawiam.

komentarze [0]

>> sobota, 7 czerwca 2008 17:24:51
Ehe...
komentarze [2]

Rozdział IV "Nowy nauczyciel" >> sobota, 22 marca 2008 16:26:22
Obudziłam się. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, co się tak właściwie stało. Nate... znalazł mnie. I czy to prawda, że moi rodzice mogli zrobić coś takiego? Nigdy bym się po nich tego nie spodziewała. Gdyby jednak wrócić te kilka lat wstecz... Pamiętam, że gdy wróciłam do domu i im o wszystkim opowiedziałam, nie zdziwili się. W jakiś sposób zauważyłam na ich twarzach uśmiech. Satysfakcje, czy dumę. Usłyszałam z ust matki "Nie przejmuj się taką nic nie wartą szlamą. Mogę Ci zagwarantować, że już nigdy go nie zobaczysz." Wtedy tego nie rozumiałam. Teraz, jak Nate opowiedział mi co się z nim stało, uwierzyłam mu.
-Dobrze się czujesz? - zapytał z troską w głosie.
-Tak, chyba tak. Jak oni mogli to zrobić? - Byłam wkurzona. Nigdy w życiu nikt mnie tak nie oszukał.
-Zmieniłaś się, Sereno. - zauważył, spoglądając na mnie.
-Wiem. Włosy zrobiły mi się jaśniejsze. Wcześniej miałam ciemny blond, a teraz... - zaczęłam, lecz nie dane mi było skończyć.
-Nie chodzi mi o wygląd. Mówię o Twoim charakterze. - oznajmił. - Gdzie ta Twoja dobroć?
Nie odpowiedziałam. Co miałam mu niby powiedzieć? Że zniknęła razem z Tobą? Na pewno nie...
W krzakach ponownie coś się poruszyło. Spojrzałam pytająco na Nate'a, lecz on także nie wiedział co to może być.
-Sentimiento!* - powiedziałam, wskazując różdżką w krzaki. Chwilę później zza krzaka wyrzuciło chłopaka, pod moje nogi. Od razu rozpoznałam te blond włosy.
-Co Ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona. Niewątpliwie Draco słyszał wszystko o czym rozmawialiśmy.
-Znasz go? - usłyszałam głos Nate'a.
-Tak, Draco Malfoy. - oznajmiłam, a blondyn wstał z ziemi.
-Kim on jest? - spytał, mierząc go wzrokiem.
-Nie wiesz? Przecież słyszałeś wszystko o czym mówiliśmy. - powiedziałam, ale Malfoy chyba mnie nie słuchał. Podszedł bliżej Nate'a i stanął z nim twarzą w twarz.
-Zostaw moją dziewczynę! - krzyknął w jego stronę.
-Hej! Chyba się zapędziłeś. Nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę Twoją dziewczyną... - Co ten Malfoy sobie wyobraża? Zignorował mnie. Wkurzyłam się. Po raz pierwszy w życiu ktoś miał czelność mnie zignorować. Wzięłam go za ramię i odwróciłam go, by na mnie spojrzał. - Jak do Ciebie mówię to odpowiadaj!
-Kim on jest? - zapytał, wpatrując się we mnie.
-Nate jest... moim znajomym z przed lat. Dlaczego mnie śledziłeś?
-Byłem ciekaw, gdzie się tak późno wybierasz. Ale będzie afera jak się dowiedzą, że spotykasz się po nocach z mężczyznami. Nie chciałaś ze mną tego zrobić, bo nie zaproponowałem Ci pieniędzy? - zapytał kpiąco. Jak on śmiał to powiedzieć? Chciałam rzucić na niego jakieś zaklęcie. Nate jednak mnie wyprzedził. Nie słyszałam wcześniej o tym zaklęciu. Blondyn upadł na brudną ziemię.
-Co mu zrobiłeś? - spytałam bezbarwnym głosem.
-Przez kilka godzin będzie nieprzytomny. Nie będzie nic pamiętał z dzisiejszego dnia.
-No i bardzo dobrze. Fajnie się gadało, ale muszę już iść. Poza tym muszę go zanieść do zamku. - powiedziałam i wzięłam pod ramię chłopaka. Był naprawdę ciężki.
-Pomogę Ci. - zaoferował się Nate.
-Nie, poradzę sobie. Cześć. - pożegnałam się i skierowałam w stronę zamku najszybciej jak mogłam. Byłam pewna, że po tym spotkaniu w lesie już go nigdy nie zobaczę. Tak bardzo się myliłam.

Od początku roku szkolnego nie mieliśmy lekcji Obrony Przed Czarną Magią. Jednak kilka dni później Dumbledore ogłosił, że w końcu udało mu się znaleźć nowego nauczyciela, który zgodził się na objęcie tego stanowiska. To był jeden z najgorszych dni w moim życiu... Serio. Mianowicie okazało się, że nowym nauczyciele OPCM będzie Nate Sanders. Nie mogłam w to uwierzyć. Nate pokazał się uczniom, a dziewczyny gdy go zobaczyły, zaczęły wzdychać i krzyczeć. To było dla nich jak marzenie; młody, przystojny mężczyzna, który będzie ich nauczycielem. Ja się jednak z tego nie cieszyłam. Teraz będę go widywać codziennie.
Gdy skończyła się uczta, wyszłam szybko z Wielkiej Sali i ruszyłam znaleźć Dumbledore'a. Spotkałam go przy chimerze.
-Profesorze Dumbledore. - zaczęłam. - Dlaczego ten mężczyzna został nauczycielem OPCM? Przecież jest za młody. Z pewnością nie zna się na tym przedmiocie.
-Zapewniam panno Sereno, że ten młody człowiek jest odpowiedni na to stanowisko. - oznajmił spokojnie.
-Ale... - zaczęłam.
-Przepraszam, ale obowiązki wzywają. Żegnam. - Bezczelnie mi przerwał i ruszył do swojego gabinetu. Od początku nie lubiłam tego podstarzałego mężczyzny. Nie nadaje się na to, by być dyrektorem tej szkoły.
Nic nie mogłam poradzić. Nate jest nauczycielem OPCM, a ja muszę chodzić na jego zajęcia. Najgorsze było to, że już w ten sam dzień miałam mieć z nim Obronę Przed Czarną Magią.

Wszyscy usiedli na swoich miejscach, a po chwili do sali wszedł profesor Sanders. Jejku... jak to dziwnie brzmi. Chyba się nie nauczę do niego tak mówić... Z resztą... nawet nie zamierzam. Dziewczyny, gdy go zobaczyły zaczęły wzdychać jakby był co najmniej 8 cudem świata.
-Witam. - odezwał się. - Jak już pewnie wiecie od dzisiaj będę waszym nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią... - dalej już go nie słuchałam. Nie miałam ochoty. Zaczęłam rysować w zeszycie. W pewnym momencie zrobiło się strasznie cicho. Nie wiedziałam co się stało, więc podniosłam wzrok do góry. Przede mną stał Nate i wpatrywał się w mój zeszyt.
-O co chodzi? - zapytałam niemiło.
-Co pani robi, panno Hayden? - spytał.
-To co widać...
-Rozumiem. A więc zostanie panna po lekcji.
Po co mam zostać po lekcji? Czyżby miał zamiar mi się odpłacić za to jak go ostatnio spławiłam? Chce mi dać szlaban? Niech tylko spróbuje... Zobaczy jak bardzo się zmieniłam i na co mnie stać.

Gdy lekcja się skończyła ja nadal przebywałam w sali. Wszyscy już wyszli, a Nate poszedł na zaplecze. Stałam i czekałam W końcu jednak raczyło mu się przyjść i powiedzieć czemu mnie tu zatrzymał.
-Sereno. - podszedł do mnie i dotknął moich włosów. Wiedziałam już, że nie chodziło o szlaban.
-O co Ci chodzi? Dlaczego przyjąłeś tą posadę? - zapytałam.
-By być bliżej Ciebie. - dotknął mojego policzka. - Czemu się tak ostatnio zachowywałaś? Nic dla Ciebie nie znaczę?
-Nate, Ty nic nie rozumiesz. Poza tym teraz jesteś moim nauczycielem. Nikt się nie może dowiedzieć, że kiedykolwiek coś nas łączyło.
-Ale Sereno... - zaczął, lecz mu przerwałam.
-Nate, przestań. Zmieniłam się. Pokochałeś tą starą Serene, nie tą, którą jestem teraz.
-Nie wierzę...
-A powinieneś. Zostaw mnie... - oznajmiłam i to były ostatnie słowa, które do niego powiedziałam tego dnia. Wyszłam z sali i ruszyłam do pokoju wspólnego.

Wieczorem przyszedł do mnie Draco. Dobrze, że nic nie pamiętał z tamtej nocy. Byłam już w koszuli nocnej, więc nic dziwnego, że Malfoy zaczął mnie mierzyć wzrokiem od góry do dołu. Nie mogłam się na niego gniewać za te słowa, które wtedy powiedział... Przecież on nic nie pamiętał.
-Jesteś idealna. - powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Nie jestem idealna... Poza Tym... ideały są nudne. - odpowiedziałam i zamknęłam mu buzię. - Po co przyszedłeś?
-Dobrze wiesz po co... - odrzekł, podchodząc do mnie bliżej i muskając moje ramię.
-Draco ile razy mam Ci to mówić? Nie mam ochoty na sex z Tobą... Wyjdź, bo chce iść już spać... - wypchnęłam go zza drzwi.
Wreszcie spokój. Cudownie. Wyjęłam z barku Ognistą Whisky i usiadłam na łóżku. Idealna... prychnęłam... Gdyby tylko wiedział jaka naprawdę jestem. Gdyby tylko wiedział. Moje życie to jedna wielka pomyłka. Ludzie uważają, że moje życie jest cudowne. Mam pieniądze, urodę, czystą krew. Czego chcieć więcej? Nate, jedyna osoba na świecie, która pokochałam. Rodziców nigdy nie było w domu. Zazwyczaj służyli Czarnemu Panu.
Nigdy nie miałam przyjaciół. Przez prawie całe życie byłam samotna. Próbowałam udawać przed wszystkimi, że jestem oschła i bezwzględna. Tylko w nocy byłam sobą. Byłam bezsilna, płakałam. Tylko raz płakałam przy ludziach... Kiedy dowiedziałam się, że Nate zaginął. Wtedy postanowiłam, że już nikt nie zobaczy moich łez.

* - zaklęcie, które sama wymyśliłam.

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam. Brak czasu.

Pozdrawiam.

Megami! ;*
komentarze [1]

... >> czwartek, 31 stycznia 2008 16:42:36
Ajj...pisali, że blog porzucony. Postaram się dodać notkę niebawem. Cierpliwości ;)
komentarze [2]

Rozdział III "Zakazany las..." >> sobota, 8 grudnia 2007 18:28:18
Wróciłam do zamku i chciałam udać się do swojego dormitorium, gdy na kogoś trafiłam. Pamiętacie jak mówiłam wam, że jest lepsza ode mnie jedna dziewczyna w nauce? To właśnie ona... Mój największy wróg. Nienawidzę jej.
-O proszę... Kogo ja tu widzę? Największą kujonicę w Hogwarcie... - oznajmiłam, uśmiechając się kpiąco.
-Jesteś wściekła, bo to ja jestem lepsza od Ciebie. - powiedziała, trzymając rękę na biodrze.
-Jak tak myślisz, to jesteś idiotką. Uważasz, że jak nałożysz na twarz kilo pudru będziesz lepsza? Ode mnie? Nikt nie jest w stanie mi dorównać, a co dopiero być lepszym... Ja mam to "coś", Ty tego nie masz. Jesteś pustą barbie, która gra, by być przez wszystkich lubiana. Ludzie stawiają na naturalność. Ty naturalna nigdy nie będziesz. Wystarczy spojrzeć na Twoje sztuczne piersi. Pogódź się z tym, moja droga. - poklepałam ją po ramieniu, a następnie odeszłam. Uwielbiam wyżywać się na takich osobach. Ahh...jaką to mi sprawia przyjemność.
Po chwili znalazłam się w pokoju wspólnym ślizgonów. Nie było już tak tłoczno jak wcześnie. Ucieszyłam się z tego.
-Gdzie byłaś? - podszedł do mnie Draco.
-Gdzieś. - odpowiedziałam krótko.
-Powiedz! - odrzekł i złapał mnie za rękę.
-Puść mnie... - oznajmiłam spokojnie.
-Jak powiesz to Cię puszczę.
-Nie jestem Twoją własnością, byś mi rozkazywał. Nie masz prawa mnie nawet dotykać! - wybuchnęłam i go odepchnęłam. Dużo osób zainteresowało się naszą kłótnią i zrobiła się spora grupka na około nas. Wyciągnęłam z szaty różdżkę i chciałam rzucić na niego Crucio. W porę się jednak opanowałam. Nie chciałam przecież stracić swojej reputacji, przez takie coś. - Zostaw mnie w spokoju, Malfoy! - wysyczałam przez zęby. Poprawiłam swoje ubranie, po czym zaczęłam zmierzać do mojego dormitorium. Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do środka zamykając je. W pomieszczeni było bardzo zimno. Jedno z okien było otwarte, więc poszłam je zamknąć. Zobaczyłam jednak małą, białą kopertę, która leżała na biurku. Zastanowiłam się od kogo może być. Od rodziców prawie nigdy nie dostawałam listów, od wielbicieli owszem i to bardzo dużo. Te jednak wyglądały inaczej. Były kolorowe, z serduszkami czy czymś podobnym i duże. Bałam się otworzyć tą kopertę, ale byłam też ciekawa co w niej się znajduję. Wzięłam ją do ręki, a następnie usiadłam na łóżku. Obejrzałam ją ze wszystkich stron, a dopiero potem otworzyłam. Wyjęłam mały skrawek papieru. Było napisane "Zakazany Las. Dzisiaj o północy."
Tylko tyle. Żadnego podpisu. Zdziwiłam się tym. Czyżbym tak szybko mogła zostać śmierciożercą? Uśmiechnęłam się na to szeroko. Nikt z moich znajomych nie został jeszcze śmierciożercą. A uwierzcie mi, mam bardzo dużo znajomych. Czarny Pan uważa, że jestem najlepsza z nich, dlatego pragnie pasować mnie na śmierciożercę.
Oh... jak się cieszę. Jest 22:37. Mam jeszcze trochę czasu do północy. Co ja będę robiła przez ten czas? Hmm...

No nic.... Nie mogę zasnąć.
Udałam się do pokoju wspólnego. Były tam tylko dwie osoby. Usiadłam na fotelu niedaleko kominka. Odliczałam minuty do północy. Czas dłużył się w nieskończoność. O 23:30 postanowiłam się udać do Zakazanego Lasu. Wychodząc, nie wiedziałam, że ktoś poszedł za mną. Na powietrzu było bardzo zimno. Musiałam posłużyć się zaklęciem, by być w stanie cokolwiek zobaczyć. Czarny Pan napisał, że mam przyjść do ZL, ale skąd ja mam wiedzieć, w którą część lasu mam iść? Czy nie powinien napisać czegoś więcej? Teraz będę chodzić i szukać nie wiadomo ile... Ehh... Szłam w głąb lasu. Bałam się, że mogę się zgubić. Te drzewa są przecież tak bardzo do siebie podobne. Usłyszałam szelest. Zatrzymałam się gwałtownie i rozejrzałam dookoła. Coś poruszyło się w krzakach. Powoli zaczęłam zmierzać w tamtą stronę. Gdy już miałam dowiedzieć się co lub kto tam jest, zorientowałam się, że ktoś stoi za mną. Niedaleko... Czułam to... Odwróciłam się. Był to chłopak... Nie... to był mężczyzna. Nie widziałam jednak jego twarzy, gdyż miał kaptur na głowie. O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie jest Czarny Pan? A jeśli...
-Dawno się nie widzieliśmy, Sereno. - odrzekł nieznajomy. Byłam przerażona. Kto to może być? Skąd zna moje imię?
-Kim jesteś? - spytałam. Jego głos był mi bardzo znajomy. Jakbym go kiedyś już usłyszała. On? Nie. To niemożliwe. Przecież on nie żyje. Dlaczego znowu musiały powrócić wspomnienia z nim związane? Nie chcę tego. On nie żyję. Już nigdy go nie zobaczę. Muszę zapomnieć... Tak będzie najlepiej. Nieznajomy zaczął do mnie podchodzić. Był coraz bliżej. Gdy już stanął na przeciwko mnie zdjął kaptur. Gdy go zobaczyłam gwałtownie odskoczyłam do tyłu.
-Nie, nie. To niemożliwe. Mam jakieś zwidzenia. Ty przecież nie żyjesz. - zaczęłam panikować. Moje ciało było roztrzęsione. Stał o to przede mną chłopak, którego kochałam. Moja pierwsza i jak na razie jedyna miłość. Wtedy, kiedy dowiedziałam się, że Nate zaginął, załamałam się. Przez miesiąc nie wychodziłam z domu. Z nikim nie rozmawiałam. Zamknęłam się w sobie. Postanowiłam w duchu, że już nigdy nie będę okazywać uczuć takich jak miłość czy przyjaźń. Podeszłam do niego i powoli z wahaniem dotknęłam jednym palcem jego ciało. To był naprawdę on. Nie miałam żadnych zwidzeń. Przez 3 lata go nie widziałam i myślałam, że już nigdy nie zobaczę.
-Pamiętasz mnie? - zapytał, spoglądając w moje oczy.
-Jak mogłabym zapomnieć o jedynym chłopaku, którego pokochałam? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nate na te słowa zaczął niebezpiecznie się do mnie zbliżać. Chciał mnie pocałować, ja jednak nie mogłam tego zrobić. Spojrzał na mnie pytająco, gdy odwróciłam głowę - Co się stało? Powiedzieli mi, że zaginąłeś w drodze powrotnej do domu...
-No tak... przecież Ty o niczym nie wiesz...
-To może mi powiesz?
-Za moim zniknięciem stali Twoi rodzice. Nie mogli znieść myśli, że ich jedyna córka spotyka się z kimś z "niższych sfer"
-Co Ty mówisz? - to prawda, że moi rodzice go nie lubili, ale nie posunęliby się tak daleko...
-Wysłali mnie do Bułgarii. Powiedzieli mi, że jeśli będę się z Tobą kontaktował, albo wrócę do rodziców zabiją mnie. Miałem wtedy 16 lat. Poinformowali mnie także, że Ty masz kogoś innego i że jesteś szczęśliwa. Dali mi pieniądze, a ja nie wiedziałem co robić. Na siódmy rok nauki zacząłem uczyć się w Durmstrangu. Dopiero gdy ukończyłem pełnoletność postanowiłem sprawdzić czy mówili prawdę. Że jesteś szczęśliwa z innym. Pojechałem do Francji, lecz okazało się, że przenieśli Cię do innej szkoły. Długo Cię szukałem, ale w końcu trafiłem na jakiś trop i znalazłem Cię tutaj.
-Że ja mam kogoś innego? Nikogo takiego nie było... - powiedziałam cicho. Nagle zrobiło mi się gorąco i poczułam sie słabo. Zemdlałam.

Przepraszam, że tydzień temu nie dodałam nowego rozdziału. Nie miałam w ogóle czasu. Cały czas nauka... Ehh... masakra... No nic. Mam nadzieję, że się podoba ;))
Pozdrawiam serdecznie wszystkich ;*


Megami! ;*
komentarze [13]

Rozdział II "Wspomnienia..." >> piątek, 23 listopada 2007 19:13:07
Siedziałam w pokoju wspólnym ślizgonów i wpatrywałam się w kominek. Naokoło mnie było mnóstwo osób... Z resztą czego można się spodziewać o tej porze? Co chwilę ktoś do mnie zagadywał, ale szybko ich zbywałam. Chciałam mieć chwilę spokoju. Ale chyba nie jest to możliwe tu, w PW. Postanowiłam udać się na błonia i pooddychać trochę świeżym powietrzem. Wstałam, odrzuciłam włosy do tyłu, po czym wyszłam z gracją z tego zatłoczonego miejsca. Korytarze były puste. Było już po 21:00, więc wszyscy uczniowie zapewne znaleźli się w swoich domach. W końcu znalazłam się na powietrzu. Było bardzo ciemno, tylko księżyc dawał trochę światła, dzięki czemu byłam w stanie widzieć po czym chodzę. Usiadłam i zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe, że taka osoba jak ja zastanawia się nad swoim życiem, kiedy ma wszystko, jest przez wszystkich uwielbiana i szanowana...
Otóż... jest taka jedna rzecz.
Moi rodzice dawali mi wszystko, czego pragnęłam. Było tak zawsze i nadal jest. Miałam wszystko. Chodzi tu o rzeczy materialne. Wychowali mnie na silną kobietę. Nikt nie miał prawa powiedzieć o mnie złego słowa.
Kiedyś nie byłam jednak taka jak jestem teraz. Jako czternastolatka byłam miłą, zawsze pomagającą w potrzebie dziewczyną. Miałam wielu przyjaciół i... jego. Tak w ogóle to nie chodziłam do Hogwartu od pierwszej klasy. Wcześniej, przez cztery lata chodziłam do Beuxbatons. Ugh... Jak teraz o tym pomyślę to robi mi się niedobrze. Nie dość, że szkoła żeńska to w dodatku same lalki, które na każdej przerwie musiały upudrować swój nosek.
Straszne...
Przeniosłam się do Hogwartu na piąty rok, gdyż moi rodzice (wierni słudzy Czarnego Pana) dowiedzieli się o jego wielkim powrocie. No więc tak oto zmieniłam szkołę. Ale powiem szczerze, że tu jest o wiele lepiej niż w Beuxbatons. Serio!
Mieszkałam we Francji od urodzenia. Wszyscy do teraz podniecają się moim akcentem i znajomością tego języka.

Chciałabym teraz przedstawić dwa najważniejsze moje wspomnienia. Posłużę się moją myśloodsiewnią.

5 lipca 2003r. (Wakacje)
Był piękny słoneczny dzień. Strasznie cieszyłam się, że nareszcie są wakacje i odpocznę od tej głupiej szkoły. Zeszłam po schodach do jadalni, gdzie rodzice jedli śniadanie. Przyłączyłam się do nich, ale nikt z nas się nie odzywał. Zawsze tak było przy każdym posiłku. Nienawidziłam tego i chyba nadal nienawidzę... Pamiętam, że strasznie się cieszyłam, gdyż wtedy miałam się po raz pierwszy od dłuższego czasu spotkać z Natem - moim cudownym chłopakiem, którego kochałam ponad życie. Po zjedzonym posiłku udałam się do swojego pokoju by się przyszykować na to spotkanie. Moi rodzice, gdy się narodziłam wybrali dla mnie przyszłego męża. Nigdy tego nie zaakceptowałam.
Nate był arystokratą, ale nie był bogaty tak jak moja rodzina, więc gdy go przedstawiłam rodzicom byli wściekli. Przez tydzień wmawiali mi, że on nie jest dla mnie. Dla nich liczył się tylko majątek. Ja swoich uczuć nie zmieniłam.
Wyszłam z pokoju i zeszłam po schodach. Na dole stała matka.
-Gdzieś wychodzisz? - zapytała podejrzliwie.
-Tak, matko. Tyle razy mi z ojcem mówiliście, że powinnam częściej spotykać się ze swoim przyszłym mężem, więc się z nim umówiłam. - odpowiedziałam płynnie, bez przerwy utrzymując kontakt wzrokowy z matką.
-Czy on jest niewychowany? - zaczęła narzekać Christine - Powinien przyjść po Ciebie...
-Wiem matko, ale on powiedział, że lepiej by było gdyby nie spotkał się z ojcem. Pamiętasz ten ostatni incydent? - zapytałam, a kobieta kiwnęła twierdząco głową - Dlatego też on wolał byśmy spotkali się w parku.
Tyle jej wystarczyło, by zostawić mnie w spokoju. Wyszłam z domu i udałam się do pewnego starego domu, który był opuszczony od wielu lat. Tylko tam mogliśmy się spotykać. Kilkanaście minut później byłam już w starej chacie. Nate siedział na krześle, ale gdy mnie zobaczył podszedł do mnie i przytulił. Tak bardzo mi tego brakowało.
-Nate, tęskniłam... - szepnęłam cicho.
-Ja też... Myślałem, że Cię nie wypuszczą. - oznajmił.
-Powiedziałam matce, że idę na spotkanie z Kevinem. - odpowiedziałam, wpatrując się w jego piękne, niebieskie oczy. Cały dzień spędziłam z nim. Była bajecznie, a na końcu powiedział piękne słowa. Obietnicę, które nie dotrzymał.
-Jak tylko otrzymamy pełnoletność. Sereno, obiecuję, że Cię poślubię. Kocham Cię i chcę być z Tobą. - powiedział, a następnie nałożył na mój palec srebrny pierścionek. nie był to pierścionek zaręczynowy, jednak przez to zapieczętował swoją obietnicę. Przytuliłam się do niego i szepnęłam "Kocham Cię!"

24 grudnia 2004r. (Wigilia)
Rankiem postanowiłam zajść do Nate'a do domu i wręczyć mu świąteczny prezent. Chciałam go zobaczyć i złożyć mu życzenia. Co roku na święta przyjeżdżał do domu, więc byłam pewna, że tym razem też to uczyni. Jak bardzo się myliłam...
Jego matka gdy otworzyła drzwi wyglądała strasznie. Była zrozpaczona. Nigdy nie widziałam żadnego człowieka w takim stanie... i chyba nie chcę już więcej zobaczyć. Nie mogła się wysłowić, a chwilę później stanął za nią jej mąż.
-Witam panie Sanders. Czy mogę wiedzieć co się stało? - zapytałam pełna obaw.
-Nate... Nate zaginął... Jechał pociągiem i... nie dojechał...
-J-jak to? - byłam przerażona. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. "Nate... mój Nate, który obiecał mi, że się pobierzemy i będziemy ze sobą na zawsze ZAGINĄŁ?!"
Nie mogłam w to uwierzyć. Prezent, który miałam mu dać wypuściłam z rąk, a ten upadł na ziemię. "Nigdy nie wręczę mu żadnego prezentu..." - myślałam sobie... Bez pożegnania zaczęłam biec przed siebie. Przez łzy nic nie widziałam. Biegłam na oślep.
Dopiero po kilku latach miałam dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi i co tak naprawdę stało się z Natem...

Od tego czasu wszystko się zmieniło. Ja i całe moje życie. Nigdy tego dnia nie zapomnę. Nigdy też nie zmienię się w tą samą osobę, którą byłam wcześniej...

Wstałam, a następnie ruszyłam do zamku. Zrobiło mi się strasznie zimno...



To by było na tyle ^^ Mam nadzieję, że notka się podobała :P
Kolejny rozdział niebawem :))


Megami! ;*
komentarze [17]

Rozdział I "Jestem wyjątkowa..." >> piątek, 16 listopada 2007 20:09:47
Jestem Serena Hayden. Siedzę właśnie przy stole ślizgonów wraz ze swoimi przyjaciółkami, które nie dorastają mi do pięt. Czy ja w ogóle mam przyjaciół? Chyba nikt z tutaj obecnych nie zasługuję na moją przyjaźń. Można powiedzieć, że wiodę wspaniałe życie. Pochodzę z bardzo zamożnej i szanowanej rodziny. Jestem arystokratką i wprost nienawidzę szlam. Myślę, że nie ma dla nich miejsca w Hogwarcie. Cieszę się, że jest to już mój ostatni rok w tej szkole... Wszyscy w domu węża mnie podziwiają. Wiele dziewczyn marzy o tym, by być na moim miejscu. Widzę to po ich zachowaniu. Chcą mnie skopiować. Myślą, że jak będą się zachowywać tak jak ja będą uwielbiane. Ah... jak bardzo się mylą. Jestem wyjątkowa... jedyna w swoim rodzaju... Mam długie, proste blond włosy i duże, zielone oczy. Jestem wredna, cyniczna, złośliwa, szalona i próżna. O tak... Bardzo dobrze wiem, że jestem zdzirą. Są jednak gorsze niż ja, uwierzcie mi. Nie muszę się nawet starać o to, by być w centrum zainteresowania.
Pierwszoroczni zostali już przydzieleni do domów i Mcgonagall zaczęła swoją przemowę, blablabla... Co mnie obchodzi co ona gada? Jak zwykle musi przynudzać. Ktoś zaczął do mnie mówić. Spojrzałam na Pansy Parkinson i zaczęłam słuchać. Pewnie znowu coś o Malfoyu. Jak zwykle.
-Nie rozumiem Dracusia. Nie odzywa się do mnie odkąd wyszliśmy z pociągu. - zachlipiała.
A nie mówiłam? Jaka ona jest przewidująca...
-Parkinson czy Ty jesteś taka głupia, czy tylko udajesz? - zapytałam znudzona. Czasami mnie naprawdę irytuję. - On nie może się od Ciebie uwolnić. Nienawidzi Cię!
Tak wiem... jestem szczera do bólu...
-Ale... co Ty mówisz? To nie prawda, on mnie kocha! - powiedziała niepewnie.
-Tak, tak. Wmawiaj to sobie dalej.
Jak mi się cholernie nudzi. Może by tak... coś wyczarować? Zastanawiałam się, a chwilę później wpadł mi do głowy genialny pomysł Podniosłam delikatnie do góry różdżkę i wycelowałam nią w stronę stołu gryffonów. Powiedziałam cicho zaklęcie, a chwilę później dało się słyszeć krzyki i piski, które roznosiły się po całej sali. Z jedzenia, które stało na stole zaczęły wychodzić żaby. Cała sala zaczęła się głośno śmiać, prócz grona pedagogicznego i... oczywiście gryffonów.
Uczta się skończyła... NARESZCIE!!! Teraz mogę iść do swojego prywatnego dormitorium i odpocząć. Weszłam do łazienki i zaczęłam nalewać wodę do wanny. Gdy zostałam w samej bieliźnie, usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Wiedziałam kto to może być...
-Sereno, jesteś tu? - zapytał.
-Yhm. W łazience. - odpowiedziałam, a ten otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Mhm... kąpiel. Z chęcią się przyłączę. - oznajmił z uśmiechem na twarzy.
-Możesz sobie pomarzyć... Draco! - powiedziałam, zakręcając kurek. - No więc, czego chcesz?
-A jak myślisz? Ciebie. - podszedł do mnie i zaczął głaskać po moim prawie nagim ciele. Nie ruszyło mnie to...
-Mnie nie będziesz miał nigdy. - uśmiechnęłam się do niego ironicznie. - Coś jeszcze?
-Jeszcze trochę... zobaczysz, będziesz moja... - odrzekł, dotknął moich ust opuszkiem palców, po czym wyszedł.
Tak oczywiście... On mnie? Kpi sobie? Może i jestem zdzirą, ale mam godność... Nie puszczam się z byle kim...

Nazajutrz obudziłam się gdzieś nad ranem. Spojrzałam na zegar ścienny, który wskazywał 8:13
Czyli już zaczęło się śniadanie...
Wstałam z łóżka, wyszykowałam się i spakowałam książki do torby, po czym wyszłam z dormitorium. W pokoju wspólnym było kilka osób, ale gdy przechodziłam wszyscy zwrócili na mnie uwagę... Jak zwykle. Szłam korytarze, gdy ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się, a przede mną stał Blais Zabini, z którym znam się od dzieciństwa.
-Witaj Sereno. - przywitał się i pocałował mnie w policzek. Blaisa traktuję jak brata, którego nigdy nie miałam. Nie trudno się domyślić, że jestem jedynaczką, prawda?
-Cześć Blais. - odpowiedziałam.
-Jak tam wakacje? - spytał ciekawy. Nie mieliśmy czasu by się spotkać w wakacje. On wyjechał do ciepłych krajów, a ja zostałam w domu. Matka bez przerwy wyprawiała jakieś przyjęcia. Nuda...
-Co tydzień moja matka organizowała jakieś imprezy. Naprawdę mam już jej dość... - westchnęłam i oboje ruszyliśmy do WS na śniadanie.

Lekcje były straszne. Nienawidzę się uczyć. Nie myślcie sobie jednak, że mam złe stopnie. Wręcz przeciwnie, jestem najlepsza ze ślizgonów. No... jest jeszcze taka jedna, której wprost nie mogę przetrawić. Ale to nie o niej tu mówimy. Nigdy się nie uczę, prac domowych też nie odrabiam. Robią to za mnie inni i można powiedzieć, że jestem im za to wdzięczna. Słucham uważnie na lekcjach, choć czasami jest to bardzo trudne. Mam świetną pamięć, dzięki czemu nie muszę wkuwać na sprawdziany.

Profesor Snape mnie uwielbia. Tak przynajmniej mi się zdaję. Dzisiaj na eliksirach zarobiłam dla domu 50 punktów. Dlaczego musimy co roku mieć eliksiry z gryffonami? W dodatku z tą trójcą świętą. Szlamą, Wybrańcem i Wieprzlejem jak mówią na nich ślizgoni. Hermiona Granger - wielka szlama i kujonka znana na całą szkołę. Ron Weasley - już samo to jak się nazywa jest żenujące. Głupi rudzielec. No i wielki Harry Potter, który przeżył spotkanie z Czarnym Panem. Powinien już dawno zginąć.
W tym roku stanę się śmierciożercą. Ciekawa jestem kiedy to nastąpi... Już się nie mogę doczekać...

No więc tak. Założyłam tego bloga, gdyż tydzień temu strasznie dopadła mnie wena. Nie wszystkie fakty będą zgadzały się z książką. W moim opowiadaniu Dumbledore nie żyję, Draco i Snape są w Hogwarcie i to nie oni zabili dyrektora. Będzie to pamiętnik pewnej 17-letniej ślizgonki.
Niektórzy mogą znać mnie z bloga
Love-Story-Hermiona-Draco

lub Historia-Hermi-i-Nicky

To by było na tyle :D Pozdrawiam serdecznie.

Megami!

komentarze [7]




Liczydło


Księga Go?ci

Zobacz
Wpisz się

O mojej osobie


Dodaj mnie do ulubionych

O mnie

Archiwum

2007
listopad (2)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)

2009
styczeń (1)


Bywam i należę

historia-hermi-i-nickyhermi-draconnicole-i-slizgonilove-story-hermiona-dracowierny-sam-sobie




Szablon

Szablon wykonała Gabrielle.
Na grafice prezentuje się,
Tara Ried.
Więcej?